Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

ZIMNE KĄPIELE

 


Fotoblog - NEW FOTO


078655
dziś
wczoraj
w tym tygodniu
ostatni tydzień
w tym miesiącu
ostatni miesiąc
wszystkie dni
5
4
59
78525
194
475
78655

Twój IP: 54.234.190.237
Server Time: 2018-01-21 08:16:26

Odwiedza nas 5 gości oraz 0 użytkowników.

Rybnik go to Hel 2016 - Podsumowanie wyjazdu

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

Podsumowanie wyjazdu 

Nadszedł czas na podsumowanie mojej, naszej rajzy pod nazwą Rybnik Go To HEL 2016

Wyjazd ten wyszedł tak naprawdę dość spontanicznie bo w tym terminie już w zeszłym roku planowałem objazd województwa opolskiego dookoła jak to uczyniłem z województwem śląskim w 2014 roku, czemu taka zmiana, no właśnie…trasa dookoła opolszczyzny była, jest zaplanowana już do końca, zapięta na ostatni guzik, a ja tu zmieniam wyjazd na zupełnie coś innego, no ale cóż to sami ludzie tak nas weryfikują, HEL powstał w bardzo szybkim, krótkim czasie, trasa opracowana bardzo szybko i jak się okazało bardzo dobrze żeby nie użyć tu słowa perfekcyjnie…powstał dlatego aby na moim profilu FB czy stronie WWW „jakoś” to wyglądało prawda jest taka, że jeśli rozmawiasz z ludźmi i mówisz że coś tam planujesz, byłeś tu i tam mam tu na myśli wyjazd dookoła śląska i opolszczyzny to nie robi to na nich większego wrażenia, ale jak tylko plan zmieniłem że udaję się na HEL to sprawa już zupełnie inaczej wygląda i to mnie wkurza tak naprawdę, bo w sumie nie o to mi chodzi aby tu imponować czy coś w tym rodzaju, ale niestety takie życie i tak to ludzie odbierają, a jak się w sumie zastanowisz to porównując przekręcone kilometry czy spędzony czas na siodełku jest porównywalny, no ale jednak to inaczej brzmi…

OK ale wracając na podsumowanie HEL’u to na początku chciałem napisać w skrócie, że wyprawa MEGA udana biorąc pod uwagę wszystko, naprawdę wszystko pogoda perfekcyjna, trasa idealna, ekipa, Piotrek super gość do kręcenia, Karolina udowodniła, pokazała co potraf naprawdę super się jechało spędziło razem miło czas.

A więc początek trasy jak to bywa rozpoczynamy na rybnickim rynku o godzinie 5:30, gdzie zaczynamy kręcić w kierunku Rud, Ujazdu i dalej Strzelec Opolskich, aż do miejscowości Sokolniki, czemu, aż bo plan noclegowy był dużo wcześniej, ale kręciło się tak przyjemnie i bez zmęczenia, że właśnie dotarliśmy aż do Sokolników, gdzie szukamy noclegu, a raczej tylko trochę placu pod namioty, ale jak się okazuje nie jest to takie proste, w pierwszej kolejności uderzamy na farę, pod kościół, dzwonimy, obchodzimy go, ale cisza jak makiem zasiał, więc szukamy sołtysa we wsi, no i mamy go ale tu szok i zdziwienie jak otworzyła nam kobieta praktycznie naga, bo w majtkach i staniku, pytam  ją, mówię co i jak a ona tu hasło nie, nie ma takiej możliwości mamy tu wesele proszę przyjść w przyszłym roku, masakra jak dla mnie, myślę sobie trudno, szukamy dalej…natrafiamy na fajnie wyglądający ogródek, z domkiem już nie do końca, ale wchodzę pukam i drzwi otwiera mi gość pytam go, mówię co i jak a on bez problemu pewno macie tu dużo miejsca na ogródku, dam wam wodę do umycia się, pukajcie jak coś będzie potrzeba…aż miło się zrobiło, a widać że gościowi się nie przelewa, ale niestety tacy są ludzie dziś znajdziesz pomoc właśnie u takich niż u Bogackich, także rozbijamy namioty i odpoczywamy…

Drugi dzionek rozpoczynamy dość wcześnie bo o godzinie 7:30 już wyruszyliśmy w trasę, oczywiście nie obyło się bez skromnego podziękowania dla właściciela posesji, pozdrawiam go z tego miejsca jeśli tu trafi…czas kręcić, kierunek i cel to Licheń Stary który jest oddalony od nas ponad 150 km więc nie brzmi to optymistycznie w porównaniu że pierwszego dnia przekręciliśmy ponad 170 km z pełnymi sakwami, namiotami i śpiworami na tyle roweru…no ale cóż plan trzeba wykonać i jedziemy po trasie miejscowości takie jak Foluszczyki, Jelenie, Głuszyna, Opatówek, Golszek itd. w skrócie to same pola, lasy i wioski, gdzie jak nie masz coś w sakwie do przegryzienia czy odpowiednią ilość wody to możesz tego odcinaka nie przejechać, brak sklepów…ale udaje się dojeżdżamy do Lichenia gdzie nocujemy tym razem na poczcie polskiej, noclegowni…

Trzeci dzień, wyruszamy o godzinie 7:15 więc tez dość szybko, ale zważywszy na odległość jaką mamy do pokonani 180 km bo aż do samego Grudziądza to nie mamy wyjścia, ale plany weryfikujemy wspólnie i zmieniamy, skracamy dystans aby mieć więcej czasu dla siebie i czerpać przyjemność z kręcenia a nie tylko patrzeć na dystans jak największy i tym sposobem jedziemy w kierunku Piotrkowa Kujawskiego i dalej do Torunia gdzie go zwiedzamy, spędzamy trochę czasu na kawce i starówce, dalej jedziemy w kierunku wspomnianego już Grudziądza, ale szukamy miejsca noclegowego i jakieś 30 km od miasta patrzę na mapie fajne jeziorko o nazwie Wieczno Północne w miejscowości Ostrowo i tu okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę, miejsce piękne, przygotowane pod ludzi, na miejscu toi toi całkiem starannie utrzymane, do tego plażowe przebieralnie, plaża, miejsce na ognisko no i woda, woda z której tylko ja skorzystałem gdzie o godzinie 21:30, piękna ciepła woda…

Wcześniej jednak licząc już po drodze na takie właśnie miejsce zakupiliśmy sobie kiełbaski i pod wieczór nie zabrakło też ogniska, było pięknie…

Podczas siedzenia przy ognisku zauważyłem przy namiocie grasującego lisa, od razu go pogoniłem, no ale cóż wrócił nocą i wyniósł mi buty i japonki których już nie odnalazłem, buty na szczęście tak J, także wieczór i noc ogólnie super spędzona, poranek jednak trochę zimy, zimny ale przy najmniej mobilizował do szybkiego ogarnięcia się…

Kolejny już dzień bo to już czwarty dzień naszego kręcenia korbą, wstajemy ogarniamy się i jedziemy w kierunku Grudziądza, gdzie udajemy się do centrum, wcześniej jednak musieliśmy znaleźć jakiś serwis rowerowy bo Piotrowi pękły dwie szprych w tylnym kole i wymiana ich bez zdjęcia kasety nie była możliwa, więc czekamy do godziny 10:00 aż otworzy się sklep…wpadamy do niego i naprawiamy rower, jedziemy dalej w kierunku Twierdzy, kilka fotek i dalej, plan był taki aby dojechać do Gdańska, bo to możliwe, ale zmieniamy go wspólnie i jedziemy przez Kwidzyn gdzie przystajemy przy Zamku i odbijamy do Malborka na wspaniały Zamek, zresztą na którym już w tym roku jestem drugi raz rowerem ;), ale koleżanka i kolega nie, więc jedziemy, po tej zmianie bałem się że nie zaliczymy planowanej miejscowości o nazwie Piekło dedykowanej koledze Mariuszowi o pseudonimie Diablo ;), ale udaje się i tu zajechać, Malbork, docieramy o godzinie 16:30 i szukamy noclegu ale tu kolejne zdziwienie co do cen, zdzierają jak tylko mogą w końcu natrafiam na Schronisko Młodzieżowe w szkole, gdzie zresztą już spałem kilka tygodni wcześniej jadąc z Raciborskim Rajdem dookoła Polski na odcinku Szczecin – Białystok, warunki bardzo przyjemne i cena również pod warunkiem używania swojego śpiwora…Kolejny dzień już piąty czas zacząć, plan szybki jazda szybka główni drogami do Gdańska i dalej na Hel czy mniejszymi miejscowościami bardziej atrakcyjnymi do Gdańska i dalej promem na Hel, decyzja nie trwała długo i nie była trudna do podjęcia, wybieramy małe miejscowości i kierujemy się do Nowego Dworu Gdańskiego gdzie dalej do miejscowości Jantar już nad samym morzem, nie mogłem sobie odmówić kąpieli, mimo że pogoda nie zachęcała do tego ja jako hmm niby mors wskakuję do niej i wow co tu dużo gadać jest pięknie…szybko kąpiel i jazda dalej do Sobieszowa gdzie czeka nas przeprawa promowa, fajna atrakcja, opłata 5 zł za rower i siebie i płyniemy „promem” ma druga stronę Wisły, od razu znajdujemy się w Gdańsku i dalej drogą w kierunku centrum, centrum ale dość daleko oddalonego, spieszymy się na prom, tramwaj wodny na godzinę 13:10, co wydaje się być realne, ale po dotarciu na Starówkę miasta humory i nadzieja prysły, tłumy ludzi nie można się przebić, trafiliśmy akurat na Jarmark Dominikański który to co roku trwa przez ponad dwa tygodnie, no ale w końcu udaje nam się dostać na pokład promu, udaje się tylko dlatego że był taki natłok ludzi na niego że się opóźnił ponad 10 minut, ale jesteśmy i płyniemy, super przeżycie, bajka…docieramy na HEL, mamy czas na szukanie miejsca na namiot, lecz tu to nie takie proste bo wokoło same rezerwaty gdzie obowiązuje zakaz biwakowania więc niestety lądujemy na polu namiotowym po uiszczeniu odpowiedniej opłaty, ale była ona do przyjęcia jak by patrzeć na możliwość skorzystania z natrysków czy ubikacji…rozbijamy namiot i udajemy się na zwiedzenie miejscowości…

Dzień szósty rozpoczynamy tradycyjnie dość wczesnym rankiem i po ogarnięciu się kręcimy w kierunku Jastarni i dalej Władysławowa, jazda dość ciężka bo wiatr dawał mocno w kość, ale jakoś to przetrwaliśmy i dotarliśmy do Trójmiasta Gdyni, gdzie spędziliśmy trochę czasu na zwiedzanie, jazda w trójmieście to prawie sama przyjemność, cały czas ścieżki rowerowe jedne odcinki lepsze, jedne gorsze ale nie ma konieczności kręcenia między samochodami…tutaj przyszedł czas na załatwienie kolejnego noclegu, więc zabieram się na telefon i dzwonie…jeden, drugi, trzeci, dziesiąty, piętnasty telefon i okazuje się wszędzie że brak wolnych miejsc i tu mała załamka bo kolejny dzień z rzędu pod namiot i do tego nie wiadomo gdzie, ale wpadłem na pomysł zadzwonienia do firmy gdzie pracuję LOTOS i trafiłem na Panią kierownik, Pani Dorota gdzie sobie porozmawialiśmy i udostępniła nam mieszkanie służbowe na jedną noc co dla nas było zbawieniem, dziękowałem jej już kilkakrotnie, ale korzystając z okazji uczynię to ponownie dziękujemy Pani Doroto!!!

Po tak spędzonej nocy rano znowu wcześnie wstajemy aby udać się na pociąg powrotny do domu, bo to już niestety koniec naszej wyprawy, udaje nam się jeszcze w spokojnej atmosferze zwiedzić centrum Gdańska gdzie nie ma jeszcze natłoku turystów, co doświadczyliśmy dzień wcześniej, jesteśmy tez na placu solidarności pod bramą Stoczni i dalej już jedziemy na Dworzec PKP gdzie o godzinie 9:33 podjeżdża nasz pociąg bezpośredni do Katowic, i tu znowu moje kolejne zdziwienie tym razem pozytywne podjechał całkiem ładny cug, taki polskie Pendolino gdzie w środku pełny luksus jak dla mnie nic mi nie brakowało, miejsce na rower było, miejsce siedzące też, co prawda nie dla wszystkich, ale dla tych co mieli wykupiony bilet nie było z tym problemu J, a ja, my do nich właśnie najeżyliśmy…a więc jedziemy sobie bezpośrednim pociągiem do Katowic, gdzie w Katowicach postanawiamy jechać dalej do Rybnika z przesiadką, co się udaje mimo krótkiego czasu na przesiadkę, po drodze poznajemy ciekawych cyklistów, a na miejscu w Rybniku to już zupełna niespodzianka bo po wyjściu z pociągu czekali na nas Mariusz i Daniel, fajnie chłopaki że wpadliście nas tak przywitać było to fajne uczucie…

Także na tym naszą wyprawę kończymy i liczymy na kolejne :) 


  

Komentarze   

 
+1 #1 RE: Rybnik go to Hel 2016Marcin 2016-08-13 10:34
:lol: Gratulacje :-)
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież